Frankenstein: Marka warta miliony, zarządzana za grosze. Jak Ząbkowice marnują swój światowy potencjał.

W świecie nowoczesnego marketingu terytorialnego istnieją nazwy, za które miasta oddałyby połowę swojego budżetu. Nazwy, które same budują rozpoznawalność, przyciągają inwestorów i generują miliardowe zasięgi. Ząbkowice Śląskie mają taką nazwę w swoim herbie od setek lat. Frankenstein. To marka potężniejsza niż Dracula czy Sherlock Holmes. To marka, na której nasze miasto powinno budować dobrobyt pokoleń.

Tymczasem rzeczywistość ząbkowickiej turystyki to obraz nędzy i rozpaczy, 

Ząbkowicka oferta turystyczna sprawia wrażenie, jakby czas zatrzymał się w roku 2000. Podczas gdy sąsiednie gminy (jak Złoty Stok czy Kłodzko) budują interaktywne parki, inwestują w nowoczesny marketing w mediach społecznościowych i tworzą całe ekosystemy usług wokół swoich atrakcji, Ząbkowice oferują „zwiedzanie izby” i „wejście na wieżę”.

Afera Grabarzy: Prawdziwy thriller, który nikogo nie obchodzi

Mamy w historii miasta autentyczną, mroczną i fascynującą opowieść o aferze grabarzy z 1606 roku. To gotowy scenariusz na europejskiej klasy produkt turystyczny – muzeum grozy, cykliczne widowiska, gry miejskie z wykorzystaniem rozszerzonej rzeczywistości (AR).

Co z tym robi miasto? Tworzy „Laboratorium Frankensteina”, które w opinii wielu zwiedzających przypomina raczej szkolną wystawę niż nowoczesną atrakcję. Jeśli sam Burmistrz w wypowiedziach do kamer przyznaje z rozbrajającą szczerością, że „nie wszyscy wiedzą o związku miasta z Frankensteinem”, to mamy do czynienia z kapitulacją menedżerską na najwyższym szczeblu. Jeśli szef nie wie, co sprzedaje, to pracownicy nie będą wiedzieć, jak to promować.

Turystyka „na chwilę” – dlaczego pieniądze wyjeżdżają z miasta?

Obecny model turystyki w Ząbkowicach to model „wpadnij i uciekaj”. Turysta przyjeżdża, wchodzi na Krzywą Wieżę (o ile akurat jest czynna i nie ma limitu miejsc), robi zdjęcie i… odjeżdża.

  • Brak synergii: Atrakcje nie są połączone z ofertą gastronomiczną i noclegową w sposób, który zatrzymałby gotówkę w mieście.
  • Brak komercjalizacji marki: Gdzie są wysokiej jakości produkty lokalne sygnowane marką Frankenstein? Gdzie jest profesjonalny merchandising.

Ząbkowice marnują potencjał, który mógłby uczynić z nas obowiązkowy przystanek na trasie każdej wycieczki szkolnej, kolonii, ale i wycieczek autokarowych jakie codziennie mijają nasze miasto.

Marnowanie potencjału turystycznego to nie jest błąd estetyczny. To błąd ekonomiczny. Każdy turysta, który NIE przyjechał do Ząbkowic, to brakujący wpływ do kasy miasta. To właśnie te brakujące wpływy sprawiają, że nasz licznik długu bije tak nieubłaganie. Gdyby turystyka była zarządzana przez menedżerów, a nie referentów, te 86,40 zł dziennej „raty długu” na rodzinę mogłoby być spłacane przez turystów kupujących bilety i pamiątki.

Dziś spłacasz to Ty, Twoje dzieci i wnuki. Tylko dlatego, że ktoś nie potrafi wyjść poza mentalność budowy chodnika i zrozumieć, że w 2026 roku sprzedaje się emocje i legendy, a nie tylko cegły i zaprawę.

Skontaktuj się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry